proza zżycia i inne poezje czyli knowania z komodą w tle




fotografie © Mark Carrot*
W czasach, kiedy, "oto nadchodził koniec świata", nie był nam straszny los wilcząt kłami gończych psów szarpanych. Inna to zupełnie sprawa, że koniec świata trwał jak bajeczny bal. Inna też sprawa, że ani my się czuliśmy jak wilki, ani też psy nie były zanadto zajadłe - ot po prostu złośliwe, głupawe, choć czasem krwiożercze, psy. Czyli bal pośród stosu zgliszczy dusz, na wysypisku ideałów. Bal - sami robiliśmy za orkiestrę - jeno tańczyć ani sił ani ochoty nie mieliśmy. Dla odmiany hartowaliśmy stal. Hartu ducha nie brakowało takim chartom za jakich się uważaliśmy. Jak hartowała się stal. Samotny biały żagiel. Jeśli proza życia to przyjaźni kat to ja wysiadam. I wysiadłem. A właściwie ujechałem w siną dal. Proza poezja proza życia.